czwartek, 17 września 2015

9. Słodkości - Babeczki z Nutellą

Babeczki biszkoptowe z Nutellą.

Muszę się Wam przyznać, że jestem straaaaaaasznym łasuchem. Uwielbiam jeść! Jeść i spać. To chyba moje największe życiowe pasje :D hahaha ;) Oczywiście uwielbiam też piec różne słodkości i gotować różne pyszności, ale to tylko i wyłącznie z uwielbienia do jedzenia ;) Bo przecież żeby zjeść, to najpierw trzeba ugotować/ upiec. Pomijam fakt, że często gęsto jak już się tak napiekę, albo nagotuję, to odechciewa mi się jeść.. Ale chętni do jedzenia zawsze się znajdą.

Dziś chciałam się z Wami podzielić przepisem na pyszne babeczki biszkoptowe z Nutellą. Jeśli nie lubicie Nutelli, lub jesteście uczuleni na orzechy, możecie dodać inny krem kakaowy. Babeczki wychodzą wyśmienite! Ale mają jedną zasadniczą wadę - bardzo szybko się kończą!

Przepis wzięłam z bloga Moje Wypieki. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na przepisach z tej strony. Wszystkie wypieki wychodzą idealnie!

Pzepis nieco zmodyfikowałam. Przeliczyłam wszystkie składniki na 1 kostkę masła, czyli 200g.

Składniki:
1 kostka masła (200g)
4 jajka
1 szkl. cukru
2 szkl. mąki + 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Masę wykładamy do formy do muffinek (wyłożonej papilotkami) do 2/3 wysokości, na wierzch nakładamy troszkę Nutelli (ja używam kremu kakaowo-orzechowego z Biedronki) i mieszamy delikatnie.
Pieczemy w T ~170 stopni przez 25 min.


Masa po zmiksowaniu powinna być gęsta. Jeśli będzie zbyt rzadka Nutella spadnie na dno babeczek, a chodzi nam o uzyskanie z Nutelli chrupiącej skórki na wierzchu babeczek. Jeśli w kuchni podczas kręcenia ciasta będzie zbyt ciepło, masa będzie zbyt rzadka. U mnie tak się niestety stało ostatnio. Piekłam już n-ty raz z tego przepisu, a że gotowały się 3 garnki na kuchni, to niestety wszystko się rozpuściło. Ale mimo tego, że czekolada opadła na dno, babeczki wyszły przepyszne i po kilku godzinach nie było po nich śladu.

A oto i one:


 
Smacznego ;)
Mia ;)

poniedziałek, 14 września 2015

7. Śliniaczek chusteczka dla maluszka.

Kilka dni temu moja bratowa pożaliła mi się, że jej 10-cio miesięczny synek bardzo się ślini. W ciągu dnia musi zmieniać mu ubranka 4-5 razy dziennie. Śiniaczki, które miała zużyły się i odpinały się w nich napy. Postanowiłam, że kupię mojemu maluszkowi śliniaczek. Wzięłam od bratowej jeden na wzór. W sklepie okazało się, że nie dość, że śliniaki są drogie, to do tego niby wybór spory, a jednak nic mi się nie podobało. Znam moją bratanicę i wiem, że zabrałaby bratu taki prezent, także musiałabym kupić dwa.
Postanowiłam zatem uszyć sama. Był to mój maszynowy debiut. Nie obyło się bez problemów z maszyną. Po kilkugodzinnej, heroicznej walce wygrałam batalię z Łucznikiem (a właściwie Radomiem) 466 z lat 80.
A oto trofea:



 
 
Wszyłam do każdego metkę "Hand Made", żeby nie było wątpliwości cóż za wspaniała fabryka je wyprodukowała ;)
Dajcie znać jak Wam się podobają. Jeśli macie ochotę za kilka dni może pojawić się post jak uszyć taki śliniaczek krok po kroku. Dajcie znać w komentarzach ;)
Wiem, że jakość zdjęć nie zachwyca. Niestety nie mam teraz możliwości zakupu nowego sprzętu. Pozostaje tylko telefon. Zdjęcia nie oddają rzeczywistego uroku śliniaczków.
Pozdrawiam,
Mia ;)
 

niedziela, 13 września 2015

6. Bransoletki wężowe

Jakiś czas temu panował szał na bransoletki wężowe z koralików. Zapierałam się przed nimi rękami i nogami. W końcu ktoś powiedział mi: "No co Ty, szydełkujesz i nawet nie spróbujesz?".

Dopiero na kursie wyrobu biżuterii, kiedy wszystkie uczestniczki chwaliły się jakich technik biżuteryjnych próbowały, doszłam do wniosku, że nie mam czym się pochwalić. Jedyne co umiałam to szydełkować.
Także powiedziałam - Ja szydełkuję.
Na co każdy - A, czyli robisz te szydełkowe bransoletki?
- Nie, po prostu szydełkuję.
- To powinnaś spróbować!
No to spróbowałam :D I okazało się jak zwykle, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Myślałam, że to bardzo trudna sztuka, a najcięższym etapem okazało się nanizanie koralików ;)

Bransoletka z koralików Toho Round 11/o

Bransoletka z koralików no name, zapięcie typu kółeczko - patyczek.


Co sądzicie o tego typu bransoletkach? Próbowałyście je robić?
Pozdrawiam ;)
Mia
P.S.
Wiem, że zdjęcia nie są najlepszej jakości. Zepsuł mi się aparat i muszę korzystać z telefonu. Część zdjęć jakie pojawią się na tym blog była robiona dawno temu - także komórką. Proszę o wyrozumiałość. Dopiero zaczynam raczkowanie po świecie bloggera ;)

sobota, 12 września 2015

5. Kocyk dla dziecka

Kilka miesięcy temu w mojej rodzinie pojawił się mały brzdąc. Z okazji jego narodzin postanowiłam zrobić mu prezent - kocyk.
 

 

Jakie kroki należy poczynić, żeby zrobić taki kocyk?

1. Wybrać wzór. Internet tonie od inspiracji. Ja zdecydowałam się na kocyk z Granny Square.
2. Zrobić projekt. Granny Squares też mogą różnie wyglądać. Jak już wybierzemy wzór naszych granny, to polecam potem rozrysować naszą "wizję" na kartce. Ja od tego zaczęłam. Dzięki temu wiedziałam w jakiej ilości i w jakim kolorze...
3. ...kupić włóczkę i niezbędne materiały. Ponieważ Jaś urodził się późną wiosną, wybrałam dla niego mięciutki akryl i zrezygnowałam z podszywania go np. polarkiem (taki był mój pierwotny zamysł). Akryl jest bardzo fajny ze względu na swoją miękkość i bardzo dużą gamę kolorystyczną. Trzeba jednak pamiętać, że akryl akrylowi nierówny. Zdarzają się włóczki bardzo miękkie, ale słyszałam też o takich firmach, które produkują sztywne i szorstkie akryle. Najlepiej przejść się do pasmanterii i wypróbować samemu taką włóczkę, tzn. po prostu pomacać :D
Jak już mamy wzór, mamy włóczkę, to teraz pozostaje nam
4. Wykonujemy potrzebną ilość granny squares zgodnie z naszym projektem.
5. Zszywamy ze sobą elementy kocyka.
6. Obrabiamy całość dookoła.
7. Chowamy nitki.
 
I gotowe ;)
Proste, prawda? ;) Nie ukrywam, że jest to nieco pracochłonne. Mój kocyk składał się z 35 kwadratów. Zużycie włóczki to około 6 motków po 100 g. Z każdego został jakiś malutki kłębuszek.

 

czwartek, 10 września 2015

4. Wróciłam

Uhuhuuu.. Znowu mnie nie było wieki ;)
 
Ale na swoją obronę muszę powiedzieć, że powstało w tym roku kilka postów, tylko na innym blogu (Klik). Sama nie wiem, który z tych blogów powinnam dalej prowadzić. Z jednej strony jestem kobietą nie z tych czasów, a z drugiej ciągle coś tworzę. Hand Made, DIY, ciągle coś.. ;) Moje ręce i moje myśli ciągle krążą wokół tych tematów. Jestem też łasuchem. Uwielbiam jeść, ale jedzenie trzeba najpierw przygotować ;) Szczególnie lubię piec słodkości :P Myślę, że posty z tamtego bloga pojawią się na tym. Muszę jakoś połączyć te dwa blogi.

Wiele się zmieniło...

 Kiedy zaczynałam pisać - w 2013 roku - czułam się trochę jak kosmitka. Bo czy to normalne, że młoda dziewczyna zamiast iść ze znajomymi na imprezę, w jesienny wieczór woli zaszyć się w swoim pokoju z kłębkiem włóczki, szydełkiem i kubkiem gorącej czekolady? Albo od czasu do czasu posłuchać hitów sprzed lat. Te piosenki często mają duszę, opowiadają jakąś historię, albo poruszają ważne kwestie... Poruszają w jakiś sposób mnie. Czy to tekstem, czy melodią, czy wokalem.

Kolejną rzeczą jaka się zmieniła od 2013 roku, to to, że coraz więcej osób szyje samemu, coraz więcej osób interesuje się  rzeczami wykonanymi własnoręcznie. Kiedyś czułam, że jeśli powiem komuś, że robię takie rzeczy ( zwłaszcza mając naście lat), zostanę odebrana jako stara babcia. I tak się czułam. Czułam się " zdziadziała" :)  teraz moje pasje stają się trendy :D Bardzo mnie to cieszy ;)

Zmieniło się też trochę w moim życiu. Trafiłam do szpitala, ale to akurat nie wpłynęło na mnie i na moje życie. Nie musiałam się uczyć do egzaminów, bo leżałam na wczasach 7 dni w sali nr osiem, a potem 9 dni w sali nr 4 :D Bardzo mile wspominam ten czas :) Poznałam też  bardzo sympatycznego mężczyznę. Oby to nie był tylko sen ;) A jeśli nawet, to nie chcę się z niego budzić.

Trzymajcie kciuki,
Mia ;)

sobota, 7 czerwca 2014

3. (dawne 5. ) Zapowiedź kolejnych wpisów

Sesja

Myślę, że to słowo przyprawia o ból głowy wielu z Was.. Już za kilka dni mam egzaminy, a wciąż jest mi ciężko skupić się na nauce.. Efektem tej "nauki" są:
 skończone stringi,
 
 
i skarpeta, rozmiar 38, sztuk raz.

 
 
W najbliższych postach pokażę Wam inne moje prace, mam jeszcze kilka par stringów, serwetki, czapki i mnóstwo innych rzeczy ;) A pomysłów i planów na to co zrobię mam jeszcze więcej. Już nie mogę się doczekać przyszłego piątku, kiedy to z czystym sumieniem będę mogła chwycić za szydełko ;)
Trzymajcie za mnie kciuki, żeby wytrzymała, czytała książki i żeby nie powstała dziś druga skarpeta do pary.. Będzie ciężko, ale mam nadzieję, że dam radę. To szydełko i włóczki tak mnie wołają.. I skarpetka jakby smutna bez kompana do pary..
Odezwę się za kilka dni.
 
Buziaki,
Mia ;)

sobota, 17 maja 2014

2. Powrót.. ciekawe na jak długo ;)

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt


Spóźniona?

No właśnie..

Tak jak śpiewał Bogusław Mec w piosence "Jej portret" - Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt.
Nawet ja nie wiem jaka jestem ;) 

Niestety, wiem jedno - ten typ tak ma..

Spytacie jak?
Otóż.. Mam wieczny niedoczas.. :(

Założyłam tego bloga 10.12.2013r. Hmmm.. Ponad 5 miesięcy temu.. (ale wstyd!)
Założyłam, napisałam jeden post i na tym.. się skończyło?
Nie, nie może tak się skończyć!!!

Często mi się zdarza zakładać pamiętnik, w którym to mam zamiar opisywać każdy dzień. Zazwyczaj kończy się tego pierwszego dnia i zazwyczaj taki pamiętnik zawiera jeden wpis, w którym opisuję co w tym pamiętniku będę pisać. Taki trochę wstęp do niczego.. No niestety.. Tak się stało i tutaj.. Ale biorę się ostro za siebie i obiecuję poprawę ;) Zobaczymy na jak długo starczy mi entuzjazmu. Mam nadzieję, że będziecie dla mnie swoistym dopalaczem ;)

Tak samo jest z nauką i wszelkimi pracami zaliczeniowymi. Jestem pewna, że wiele z Was też tak ma :D Już w podstawówce moja Mama nocami robiła mi plakaty do szkoły, bo ja nigdy nie mogłam się zebrać, a jak mi się przypominało, to była ciemna noc. Często, przez późną porę, zdarzały jej się śmieszne wpadki. Np. przyklejenie zdjęcia cmentarza nocą - do góry nogami, na plakacie z okazji 1listopada, czy narysowanie znaku "ustąp pierwszeństwa przejazdu" wierzchołkiem do góry, bo inne znaki ostrzegawcze tak wyglądały.
Na szczęście w obydwu przypadkach nikt się nie skapnął :D :D :D

Ktoś kiedyś powiedział mi, że dużo myślę, ale nic nie robię, żeby poczynić choć krok do realizacji  moich planów, czy marzeń. To kolejna prawda o mnie.. Niestety.
Staram się z tym walczyć, ale często się dzieje tak, że chodzę z głową w chmurach oczekując, że moje marzenia same się spełnią i spadną mi z nieba.

Chciałabym jakoś z tym walczyć, walczyć z sobą samą, bo wiem, że jest to moją wadą. Postępując   w ten sposób sama sobie szkodzę. Taka autodestrukcja ;) Powoduje to, że mam ogromny nawał spraw do zrobienia w bardzo krótkim czasie, w rezultacie ich realizacja graniczy z cudem.
Niestety, nie zawsze wychodzę cało z takich sytuacji. Ale ani prośbą, ani groźbą nikt nie jest
w stanie mnie zmienić, tylko ja sama mogę sobie pomóc. Często mam wrażenie, że coś mi ucieka, że życie żyje obok mnie. Boje się, że kiedy się obudzę będzie już za późno i będę żałować tych straconych chwil i okazji, których nie wykorzystałam.

Staram się zmienić, jakoś lepiej zorganizować. Póki co średnio mi to wychodzi, ale nikt z nas, jako dziecko, od razu nie stanął na swoich nogach i nie poszedł w świat. Pierwsze kroki nieodzownie łączą się z upadkami, ale za to potem takie upadki już praktycznie się nie zdarzają.

Dlatego jeśli macie jakieś sposoby na zwalczanie niedoczasu, dajcie koniecznie znać! I trzymajcie za mnie kciuki, żebym mimo upadków podnosiła się, szła do przodu i się nie poddawała.
Tego i Wam z całego serca życzę!!
Pamiętajcie, istnieć nie znaczy żyć trzeba wziąć się w garśćchwytać dzień ;)

Mam nadzieję, że niedługo znów się usłyszymy!
Buziaki,
Mia :*